Pasze dla kurcząt
Pracuję jako akwizytor i sprzedaję dość nietypowy towar. Są nim pasze dla kur. Kiedy dostałem tę pracę, to nie wiedziałem, jak zareagować. Próbowałem tłumaczyć mojemu szefowi, że przecież pasze dla kur to towar, który przeznaczony jest dla specjalistycznych grup zawodowych, przeciętny człowiek tych rzeczy nie potrzebuje. Ale szef mnie wtedy skrzyczał, że skoro tak twierdzę, to niewiele wiem. Poza tym on sprzedaje pasze dla kurcząt od wielu lat właśnie na drodze akwizycji i jakoś na brak klientów nie narzeka. Nie miałem żadnego kontrargumentu, zatem wziąłem przygotowane dla mnie pasze dla kurcząt i udałem się spełniać moją powinność. Drzwi pierwszego domu, do którego zapukałem, otworzyła mi jakaś miła staruszka.

Od progu powiedziała, że jeśli mam do zaoferowania pasze dla kurcząt to mogę wejść, a jeśli nie – to nie mam czego u niej szukać. Przyznaję, że takie postawienie sprawy trochę mnie zdezorientowało. A jeszcze bardziej byłem zdezorientowany, gdy pod koniec dnia wróciłem do biura i oddałem do magazynu tylko dwa kilogramów pasz. Nigdy nie przypuszczałem, że cieszą się taką popularnością. Ale szef powiedział mi wprost, że ludzie często hodują sami dla siebie kury, więc pasze dla kur są im potrzebne. Ponoć to wszystko przez strach przed zakażonym mięsem. Nigdy o tym nie pomyślałem. Powiedział też, że kiedyś sprzedawał pasze dla prosiąt. Ale interes się nie kręcił. I bardzo szybko upadł. Ostrzegł mnie przy okazji, że pasze dla prosiąt nie są za bardzo popularne wśród zwykłych ludzi i że ich sprzedawanie to marne zajęcie i żebym nigdy o tym nie myślał. Zaskoczyło mnie to. Jeszcze nikt mnie nigdy tak zawzięcie przed czymś nie ostrzegał. Nie chciałem mówić szefowi, że u mnie w rodzinie jest jeden taki, który sprzedaje pasze dla prosiąt. I to całkiem bogaty producent. I to taki producent, który zawsze jest zadowolony z tego, co robi, i który twierdzi, że nie mógł sobie wymarzyć lepszego zawodu. Ale po co drażnić szefa. Dostałem te pracę zaledwie wczoraj i chciałbym w niej na trochę pozostać.